Recenzja filmu Vice (2018)
Adam McKay

Drugi człowiek

Reżyser Adam McKay, który trzy lata temu w błyskotliwym "Big Short" sportretował pozbawiony moralnego kręgosłupa świat finansistów, w nowym dziele prześwietla kamerą pozbawiony moralnego ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Vice (2018)
W co wierzymy? – pyta w jednej ze scen tytułowy bohater "Vice", Dick Cheney (Christian Bale). W odpowiedzi jego ówczesny mentor oraz zwierzchnik w Białym Domu Donald Rumsfeld (Steve Carell) wybucha jedynie szyderczym śmiechem. Niespodziewana eksplozja wesołości to bodaj najbardziej symboliczny moment w filmie Adama McKaya. Reżyser, który trzy lata temu w błyskotliwym "Big Short" sportretował pozbawiony moralnego kręgosłupa świat finansistów, w nowym dziele prześwietla kamerą pozbawiony moralnego kręgosłupa świat polityków. I tak jak wtedy szukał przyczyn wielkiego krachu na Wall Street, dziś pyta, skąd wziął się obecny kryzys wartości demokratycznych. Relacjonując karierę Cheneya – prawdopodobnie najbardziej wpływowego wiceprezydenta w historii USA – pokazuje negatywne przemiany, jakie zaszły w amerykańskiej klasie rządzącej na przestrzeni ostatnich dekad.

photo.title

Akcja "Vice" startuje w latach 60. Przyszła szara eminencja w rządzie George'a W. Busha (Sam Rockwell) marnuje czas i wątrobę, żłopiąc whisky w podrzędnych spelunach. Po tym, jak jedna z libacji kończy się zatrzymaniem przez policję, ambitna żona bohatera, Lynne (Amy Adams), stawia mu ultimatum: albo on weźmie się w garść, albo ona weźmie z nim rozwód. Dick nie każe sobie dwa razy powtarzać. Wraca na studia, zdobywa dyplom magistra nauk politycznych i zaczyna rozglądać się za pracą w Waszyngtonie. Bohater cierpi na deficyt charyzmy, nie jest również czarującym diabłem pod krawatem na miarę Franka Underwooda z "House of Cards". Ma jednak wystarczająco dużo uporu, szczęścia i sprytu, by wspinać się na kolejne szczeble politycznej drabiny: od skromnego stażysty po wiceprezydenta, który z tylnego siedzenia de facto kieruje Ameryką.

McKay nie kryje swojej niechęci do Cheneya. W jego mniemaniu reprezentuje on wszystko, co najgorsze we współczesnej polityce: autorytarne zapędy, populizm, zamiłowanie do "alternatywnych faktów", brak zasad oraz jakichkolwiek przekonań. Patriotyczno-konserwatywne frazesy to dla niego haczyk, na który można złowić naiwnych wyborców. Prezydent Bush Junior to figurant. Władza to cel sam w sobie. Bohater po cichutku zdobywa kontrolę nad kolejnymi sektorami państwa, werbując armię wiernych urzędników piastujących ważne stanowiska. Kiedy zaś 11 września 2001 roku roku dochodzi  do zamachów w Nowym Jorku, Cheney wykorzystuje tragedię, by kosztem tysięcy amerykańskich żołnierzy i milionów irackich cywilów ubić interes życia. Pech chce, że w jego otoczeniu nie ma nikogo równie łebskiego, kto zdołałby mu się przeciwstawić.

photo.title

Diagnoza, jaką stawiają twórcy "Vice", zaskakująca nie jest. Politycy są źli, skorumpowani i głusi na głos obywateli. Konsekwencje decyzji zapadających na szczycie ponoszą maluczcy, podczas gdy grupa trzymająca władzę pozostaje bezkarna. Siłą filmu nie jest jednak jego ciężar intelektualny, lecz złośliwy humor, ciekawa (chwilami wręcz awangardowa) strona formalna oraz świetne kreacje aktorskie. McKay sięga po chwyty podpatrzone u Gaspara Noego i Larsa von Triera, bawi się montażem, filmuje sceny z nieoczywistych punktów widzenia. Wprowadza także postać narratora, niejakiego Kurta (Jesse Plemons) – przedstawiciela klasy robotniczej, którego udział w fabule przez większość filmu pozostaje zagadką. To on, zwracając się wprost do kamery, wprowadza widza w meandry biografii Cheneya oraz kulisy jego gry o tron.

Odtwórca tytułowej roli Christian Bale ponownie przechodzi zdumiewającą  ekranową metamorfozę. Utyty, schowany pod kilogramami doskonałej charakteryzacji dosłownie roztapia się w postaci Cheneya. Co ważne, aktor widzi w swoim bohaterze nie tylko złoczyńcę, ale również człowieka: odpowiedzialnego męża, troskliwego ojca dwóch córek. Świetna jest także Adams, kolejny raz po "Mistrzu" wcielająca się w makiaweliczną żonę wpływowego mężczyzny. Filmowa Lynne Cheney to figura na poły tragiczna, zmuszona realizować aspiracje polityczne poprzez Dicka. W ich małżeństwie pełni tę samą rolę, którą w rządzie Busha odgrywa jej mąż. Stoi w cieniu i pociąga za sznurki. Kto wie, być może to ona jest prawdziwą "Vice" tej historii.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry