Recenzja filmu Oblicze mroku (2018)
Assaf Bernstein

Tak, tak... tam w lustrze to niestety ja

Mówi się, że lustro to wytwór ludzkiej próżności. W historii kinematografii wielu filmowych bohaterów szukało tam swojego odbicia. W "Kamieniu filozoficznym" czarodziej Harry Potter w zwierciadle ...
Filmweb sp. z o.o.
Mówi się, że lustro to wytwór ludzkiej próżności. W historii kinematografii wielu filmowych bohaterów szukało tam swojego odbicia. W "Kamieniu filozoficznym" czarodziej Harry Potter w zwierciadle Ain Eingarp widział to, co chciał zobaczyć. Zła Królowa z "Królewny Śnieżki" dopytywała magicznego lustereczka, czyż nie jest najpiękniejszą kobietą na świecie, a legendarny mistrz sztuk walki Bruce Lee w "Wejściu smoka" stoczył niezapomniany pojedynek w lustrzanym pokoju. Nawet takie ikony starego Hollywood jak Rita Hayworth i Orson Welles spotkali się w lustrzanym gabinecie. Filmowych odbić było naprawdę wiele. W najnowszym filmie Assafa Bernsteina po drugiej stronie lustra główna bohaterka znajduje swoje alter ego.


Marie (India Eisley) to nieśmiała nastolatka z bardzo zamożnego domu. Dziewczyna jest typem introwertyczki. Nie układa się jej relacja z matką (Mira Sorvino) i ojcem (Jason Isaacs), który jest chirurgiem plastycznym i nade wszystko w swoim życiu kocha piękno. Nie inaczej sytuacja wygląda w szkole. Młoda kobieta unika rówieśników jak ognia, zadając się tylko z jedną koleżanką (Penelope Mitchell). Kiedy traci nawet ją, dziewczyna szuka pomocy w swoim lustrzanym odbiciu, które postanawia pomóc jej w rozwiązaniu wszelkich problemów. Marie nie zdaje sobie sprawy, że to początek jeszcze większych kłopotów.


"Oblicze mroku" to połączenie nastoletniego kina inicjacyjnego, dramatu psychologicznego o wyobcowaniu i chorobie dwubiegunowej, a to wszystko zalane sosem mało wymagającego kina grozy. Wydaje się, że twórcy sami nie wiedzieli jaką historię chcą opowiedzieć. Potencjał, jaki drzemał w filmie, został zniszczony przez wiele ryzykownych zabiegów formalnych. Sceny rozmawiania dwóch "sióstr" w odbiciu wypadają niezwykle infantylnie. Symbolika i relacje głównej bohaterki, szczególnie ze szkolnymi znajomymi, ale także z rodzicami są opowiedziane bardzo skrótowo, a budowanie relacji między Marią a rówieśnikami to czysta farsa. Oczywiście znalazło się też miejsce na łopatologiczny wątek miłosny. Niestety takie zabiegi to standard w tego typu produkcjach.


Jeśli miałbym na siłę szukać plusów, to pochwaliłbym Indię Eisley. Aktorka znana głównie z "Underworld: Przebudzenie" pokazała, że potrafi udźwignąć pierwszoplanową rolę, mimo że scenariusz pozostawia wiele do życzenia. Mira Sorvino i Jason Isaacs też wypadli przyzwoicie. Choć ich bohaterowie są bardzo jednowymiarowi, to aktorski duet robi co może i za to należy im się szacunek. Wisienką na torcie jest mroźny klimat opowieści. Tony śniegu, jazda na łyżwach dobrze współgra z fabułą "Oblicza mroku". Szkoda tylko, że na koniec to widzowie pozostają na lodzie.


Nie potrafię polecić halloweenowego horroru/dreszczowca (niepotrzebne skreślić) nikomu oprócz miłośników urody panny Eisley. W "Obliczu mroku" nie znajdziemy niczego, czego wcześniej byśmy już nie widzieli. W rękach zdolniejszego rzemieślnika, który potrafiłby to lepiej ograć, ta historia mogłaby nabrać sensownych kształtów, a tak znów mówimy o niewykorzystanym potencjale.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).