Recenzja filmu Siedem lat jednej nocy (2018)
Chang-min Choo

Wszyscy jesteśmy Mojrami

Trudno nie odbierać "Siedmiu lat jednej nocy" jako filmu straconej okazji. Obraz posiada wszystkie elementy, by wbić widza w fotel fatalistycznym przesłaniem, pogrążyć w odmętach depresji równie ...
Filmweb sp. z o.o.
"Siedem lat jednej nocy" nie ma wystawnych dekoracji, w jegon realizacji nie uczestniczyły tysiące statystów, a efekty specjalne nie wyznaczają rewolucyjnych kierunków rozwoju X muzy. Niech Was to jednak nie zwiedzie. Dzieło Choo Chang-mina to monumentalna opowieść o ludzkiej naturze, przeznaczeniu, zbrodni i karze. Bohaterowie są tu pionkami w boskiej grze, nie zdając sobie sprawy z tego, że są również graczami. Choć bowiem film splata wątki realistyczne z paranormalnymi, nie ma tu mowy o nadnaturalnych istotach. Prządkami przeznaczenia są sami bohaterowie, choć tylko widzowie, patrzący na historię z boku, są tego świadomi.


Jednak widz nie jest wcale dużo lepiej zaznajomiony z regułami gry obowiązującymi w świecie przedstawionym w "Siedmiu latach jednej nocy". Reżyser nie trzyma się chronologii zdarzeń, mieszając je na początku filmu dość swobodnie i to bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Dopiero z czasem staje się jasne, że oglądamy historię rozgrywającą się na przestrzeni wielu lat, choć prezentowaną w kilku kluczowych momentach. Widzimy wspomnienia Choi Hyeon-soo z dzieciństwa, które będą miały wpływ na jego decyzje – a te zaowocują spiralą narastającej przemocy i jeszcze większych tragedii. Widzimy sadystycznego Oh Yeong-je, który wierzył, że może zmusić bliskich, by go pokochali. To jego zachowanie wprowadzi w ruch serię zdarzeń, których straszliwe konsekwencje widzowie poznali (choć trudno je było wtedy zrozumieć) już na samym początku "Siedmiu lat jednej nocy".


Podjęta przez reżysera decyzja o rezygnacji z linearnej narracji ma poważne konsekwencje. Zmusza widza do mocnego skupienia uwagi. Skomplikowane mechanizmy, które składają się na nieuchronność losu, nawet jeśli z pozoru wyglądają na ślepy przypadek, poznajemy kawałek po kawałku. Na tym właśnie polega przez znaczną część seansu rola widza. To oczywiście angażuje oglądających, wciąga ich do świata przedstawionego. Jednak buduje też dystans. Widz jest od odkrywania związków przyczynowo-skutkowych; śledzenia, jak jedne wydarzenia lub cechy postaci wpływają na inne wydarzenia będące rezultatem decyzji podjętych przez inne osoby. Losy bohaterów mają więc charakter przedmiotowy, a ich dramaty są elementami większej maszynerii. W konsekwencji prowadzi to do emocjonalnego chłodu.

Trudno więc nie odbierać "Siedmiu lat jednej nocy" jako filmu straconej okazji. Obraz posiada wszystkie elementy, by wbić widza w fotel fatalistycznym przesłaniem, pogrążyć w odmętach depresji równie czarnej, co ta, której więźniami są bohaterowie. Zaburzona chronologia broni oglądających przed takim efektem. Pozostaje więc jedynie sprawnie zrealizowany thriller o przesadnie rozbudowanej warstwie znaczeniowej. To zdecydowanie za mało, by film na trwałe zapisał się w pamięci widza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni